dream journal: volcanos (eng&pl)
'All that you know will be destroyed’
The prophecy of the fall came true with unprecedented force. But I did not know until the end, that all that I know was also all that I am.
Volcano is a god of creation and destruction. Powerful, rapid and violent destroys everything without warning and without mercy. Its creation is cold and dark, it takes away all that is known and buries it under a thick layer of ash. Known becomes forgotten. In years to come a new land will bloom and all that grows will sink its deepest roots in buried remains of what once was.
August 11, 2021
I entered a dream in which my soul became a man and we went high into the mountains to explore. Day was bright and we were wandering between rocky hills when, in an instance, we realised, that we are trapped. The rocks became red hot, pulsing with heat and thick hot lava began to flow from the hills around us.
A red glow illuminated the now darkness, from which emerged the outline of a city drenched in unawareness. I saw the lava flowing slowly in its direction. I felt terrified as it was clear to me, that people living there does not know that they are in danger.
We managed to escape with a narrow passage and reach the city -We have to warn our people! -I said.
February 2023 brought the decision of moving to Iceland and in following month the island of volcanos became my new home.
April 14, 2023
I entered a dark cathedral. It had no ceiling, reaching its walls straight to the sky. It was not a day nor night. The walls were made of black stone and had tall, pointed window openings. Columns were destroyed by the passing time. On the ground, rivers of lava flowed towards the main altar, cutting through mosaic floor like veins go through the body.
I saw vampires living there. I did not want to get near them, they terrified me.
I had a companion whom face I did not know, yet its presence was familiar to me. It was holding my hand, leading me safely through the ruined aisles towards the main altar. Its wall did not exist. There, my eyes saw a calm sea and a volcanic island on the horizon. Volcano was erupting. My companion gave me a spyglass and I looked through it.
I saw people on the island, trying to escape. They were gathering around the shore, hoping to find a rescue there. But there was no hope for saving. I understood - they are meant to die.
February 21, 2024
I am on an island and there are other people with me. I don’t recognise anyone in particular but we are all familiar to each other. We are occupied with daily tasks when suddenly the volcanic eruption caught us completely unprepared. In a blink of an eye our lives were in danger and we were desperately running, hoping to escape.
We ran into the building but lava began to flow on our right side. We ran out of the building and now lava surrounded us from all sides but we jumped through it and managed to escape.
We turned to the mountains hoping to be safe there but they were far away. A vast and empty space separated us from them. We were running and the earth was shaking. We saw earthquakes creating new mountain ranges. Big vertical walls majestically emerge from the earth. There was so much beauty in this catastrophe. I wanted to stop and admire even though it was dangerous
I stopped to take pictures, I wanted to remember. I reached for my camera and saw my face in its front mirror. There was blood coming out of my mouth and nose.
We could feel that there was no hope for saving. I heard woman shouting:
-we should run into the water instead!
-but the water would be so cold -I thought.
Journal entry from June 11 2024:
'(…) I want to take the pain out of me
carry in procession to the mountaintop
and sacrifice to the rocks
pray to the old spirits for mercy.
The lava in my veins has solidified into stone
taken the form of sharp-edged obsidian.
I bear it like a penance for desires'
June 20, 2024
I was sent to a place as an observer. I saw people trapped in a place with no walls. They were all very close with each other and they welcomed me warmly. It was a time of preparation. I learned that they live around the volcano which they worship as a god. The same evening, a procession will take place. They will go to the top of the volcano to make an offering to propitiate their fate. To ask for freedom.
Then, a vision came to me:
I saw the inside of the volcano filled to the brim with pulsing lava, ready to erupt. Eruption will inevitably take place during the procession and all people will die. Knowing this breaks my heart, I feel overwhelming sadness.
Not one of them knows, that it will be their end. I cannot speak about it, because this is how things are meant to be. They are all meant to die.
DZIENNIK SNÓW: WULKANY
„Wszystko, co znasz, ulegnie zniszczeniu”
Przepowiednia upadku spełniła się z niespotykaną siłą. Ale aż do końca nie widziałam, że wszystko, co znam oznacza również wszystko, czym jestem.
Wulkan jest bogiem stworzenia i zniszczenia. Potężny, szybki i gwałtowny niszczy wszystko bez ostrzeżenia i bez litości. Jego stworzenie jest zimne i ciemne, zabiera wszystko, co jest znane i grzebie pod grubą warstwą popiołu. Znane staje się zapomniane. W nadchodzących latach rozkwitnie nowa ziemia, a wszystko, co rośnie, zatopi swoje najgłębsze korzenie w pogrzebanych pozostałościach tego, co kiedyś było.
11 sierpnia 2021 r.
Weszłam w sen, w którym moja dusza stała się człowiekiem i poszliśmy razem wysoko w góry, aby eksplorować. Dzień był jasny, wędrowaliśmy między skalistymi wzgórzami, gdy w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy uwięzieni. Skały stały się czerwone, pulsujące ciepłem, a gęsta gorąca lawa zaczęła spływać ze wzgórz wokół nas.
Czerwona poświata rozświetliła ciemność w której teraz się znajdowaliśmy. Z ciemności wyłaniał się zarys miasta przenikniętego nieświadomością. Widziałam, jak lawa powoli płynie w jego kierunku. Poczułam przerażenie, ponieważ było dla mnie jasne, że znajdujący się tam ludzie nie wiedzą, że są w niebezpieczeństwie.
Udało nam się uciec wąskim przesmykiem i dotrzeć do miasta -Musimy ostrzec naszych ludzi! -Powiedziałam.
Luty 2023 roku przyniósł mi decyzję o przeprowadzce na Islandię i w kolejnym miesiącu wyspa wulkanów stała się moim nowym domem.
14 kwietnia 2023
Weszłam do ciemnej katedry. Nie miała sufitu a jej ściany sięgały wysoko do nieba. Nie był to ani dzień ani noc. Ściany były z czarnego kamienia i miały wysokie, spiczaste otwory okienne. Kolumny zostały zniszczone przez upływający czas. Na ziemi rzeki lawy płynęły w kierunku głównego ołtarza, przecinając mozaikową podłogę niczym żyły w ciele.
Obserwowałam mieszkające tam wampiry. Nie chciałam się do nich zbliżać, przerażały mnie.
Towarzyszyła mi postać, której nie znałam, ale jej obecność była mi znajoma. Trzymała mnie za rękę, prowadząc bezpiecznie przez zrujnowane nawy w stronę głównego ołtarza. Jego ściana nie istniała. Tam, moje oczy zobaczyły spokojne morze i wulkaniczną wyspę na horyzoncie. Wulkan wybuchał. Mój towarzysz dał mi lunetę, spojrzałam przez nią.
Zobaczyłam ludzi na wyspie, próbujących uciec. Zbierali się wokół brzegu, mając nadzieję, że tam znajdą ratunek. Ale nie było dla nich nadziei. Zrozumiałam - ich losem jest śmierć.
21 lutego 2024
Żyłam na wyspie a ze mną byli tam inni ludzie. Nie rozpoznawałam nikogo konkretnego, ale wszyscy się znaliśmy. Byliśmy zajęci codziennymi obowiązkami, gdy nagle wybuch wulkanu zaskoczył nas zupełnie nieprzygotowanych. W mgnieniu oka nasze życie znalazło się w niebezpieczeństwie. Zaczęliśmy uciekać licząc na ratunek.
Wbiegliśmy do budynku a lawa zaczęła płynąć po naszej prawej stronie. Wybiegliśmy z budynku i teraz lawa otaczała nas ze wszystkich stron, ale przeskoczyliśmy przez nią i udało nam się uciec.
Zwróciliśmy się w stronę gór, mając nadzieję, że tam będziemy bezpieczni. Góry były daleko, oddzielała nas od nich ogromna i pusta przestrzeń. Biegliśmy, a ziemia trzęsła się pod naszymi stopami. Widzieliśmy jak trzęsienia ziemi tworzą nowe pasma gór. Wielkie pionowe ściany majestatycznie wyłaniały się z ziemi wszędzie wokół. W tej katastrofie było tyle piękna. Chciałam się zatrzymać i podziwiać, chociaż było to niebezpieczne.
Zatrzymałam się, żeby zrobić zdjęcia, chciałam to zapamiętać. Sięgnęłam po aparat i zobaczyłam swoją twarz w przednim lusterku. Z moich ust i nosa leciała krew.
Czuliśmy, że nie ma dla nas żadnej nadziei. Usłyszałam, jak któraś z kobiet krzyczy:
-powinnyśmy byli uciekać do wody!
-ale woda byłaby taka zimna -pomyślałam.
Wpis z dziennika, 11 czerwca 2024
„(…) Chcę wyjąć z siebie ból
zanieść w procesji na szczyt góry
i złożyć w ofierze skałom
modlić się do starych bogów o litość.
Lawa w moich żyłach zastygła na kamień
przybrała formę obsydianu o ostrych krawędziach.
Noszę go jak pokutę za pragnienia.”
20 czerwca 2024
Zostałam wysłana w pewne miejsce żeby obserwować. Zobaczyłam ludzi uwięzionych w miejscu bez ścian. Wszyscy byli sobie bardzo bliscy i ciepło mnie przyjęli. Był to czas przygotowań. Dowiedziałam się, że mieszkają wokół wulkanu, który czczą jak boga a tego samego wieczoru odbędzie się procesja. Wszyscy udadzą się na szczyt wulkanu, aby złożyć ofiarę o przebłaganie swojego losu - aby odzyskać wolność.
Wtedy przyszła do mnie wizja:
Widzę wnętrze wulkanu wypełnione po brzegi pulsującą lawą, gotową by wybuchnąć. Erupcja nastąpi podczas procesji a wszyscy biorący w niej udział zginą. Wiedza o tym rozdziera mi serce, czuję przytłaczający smutek.
Nikt z nich nie wie, że to będzie ich koniec. A ja nie mogę nic powiedzieć, ponieważ nie mogę wpłynąć na ich los, tak musi się stać. Wszyscy muszą umrzeć.